NAJNOWSZE SŁOWNICTWO POLSKIE
Zamknij

Nowi Użytkownicy

Dołącz do Obserwatorium!
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać hasła, komentarze i zdjęcia.
lub
Zarejestruj się tutaj

Obecni Użytkownicy

Zaloguj się na swoje konto
lub
Nie pamiętasz hasła?

#zostańwdomu z polszczyzną, odc. 19. SERIALOŻERCY

31.03.2020, 18.00
Drukuj

  

W dzisiejszej odsłonie naszego cyklu… oglądamy. Tak jak pewnie wielu podczas kwarantanny. Obecne warunki sprzyjają wszak serialożerstwu, telemanii i maratonom przed telewizorem. Jak to zmieni(a) nasze podejście do spędzania wolnego czasu? Przeczytajcie!

#zostańwdomu z polszczyzną, odc. 19. SERIALOŻERCY Fot. Q Studio

 

 

 

SERIALOŻERCY

 

odc. 19

  

 

W kwarantannie dzieci się nudzą – przekonują Magda Umer i Grzegorz Turnau w pandemicznej trawestacji klasyku Starszych Panów. Można powiedzieć: nie tylko dzieci! Co robić w coraz dłuższe (i niekiedy dłużące się) wiosenne wieczory? Obejrzeć coś ciekawego, na przykład kolejny sezon ulubionego serialu. Takiego z niebanalną fabułą i zaskakującymi cliffhangerami. Badania pokazują, że stajemy się serialożercami (czy też bindżerami), a binge-watching (określane także jako binge-viewing), czyli taśmowe oglądanie seriali albo jak chcą niektórzy – serialowe obżarstwo – powoli wchodzi nam w krew. Są i tacy, którzy w tym bindżowaniu idą na rekord – i za punkt honoru stawiają sobie obejrzenie całego sezonu w dniu jego premiery. To serialowi sprinterzy, biorący udział w globalnym binge racingu.

 

 

A mamy dzisiaj z czego wybierać. To nie jest już epoka tasiemców, telenowel czy oper mydlanych, charakterystycznych dla tak zwanej telewizji śmieciowej. Nastał czas neoseriali – klasycznego produktu telewizji jakościowej (czyli neotelewizji albo nietelewizji), gdzie każdy znajdzie coś dla siebie i na odpowiednim poziomie. Serialoholicy mają do dyspozycji serwisy VOD, czyli telewizji na życzenie, oraz wszelkiej maści media strumieniowe. Współczesna telemania stawia na konkret, telewizyjna papka to już o dużo za mało.

 

W czasie kwarantanny triumfy święci właśnie streaming. W tej technologii mamy dostęp do kultury: przedstawień teatralnych, koncertów czy klubowych imprez. Czerpiemy z tego mocno, bo znakiem tych czasów jest też wielkoekranowość – nie ogranicza nas dziś nośnik. Równie chętnie (a niekiedy nawet równocześnie) sięgamy po smartfon, tablet, komputer czy wreszcie telewizor, a wrażeniami intensywnie dzielimy się z otoczeniem, uprawiając community watching. Nie tracimy przy tym poczucia humoru, skoro na czas pandemii polecamy sobie takie produkcje, jak „Covid sam w domu”, „Edward czystoręki” czy „Skazani na kwarantannę”

 

 

A Wy, czy dostrzegacie, jak język radzi sobie z obecną sytuacją?

 

Przesyłajcie nam nowe słowa i wyrażenia, tradycyjnie skorzystajcie z okienka „Dodaj hasło”.

  

 

A oto, co dla Was mamy w kolejnych odcinkach: 

 

1. Morowe powietrze 9. Sytuacja jest dynamiczna 17. Życie towarzyskie i uczuciowe
2. Złapać bakcyla 10. Społeczna kwarantanna 18. E-taca
3. Drogą kropelkową 11. #zostańwdomu 19. Serialożercy
4. Głód tlenowy 12. E-życie 20. Domowe pielesze
5. Supernosiciel 13. Patotreści 21. Tarcza antykryzysowa
6. Środki antyseptyczne 14. W home offisie 22. Na śmieciówce
7. Szczyt zachorowań 15. Zawód teleedukator 23. Na koronawirusa
8. Sanepid 16. Koronazakupy 24. Koronaformant
           
           
           
           

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

 

E-TACA

  

odc. 18

 

18_E-taca.jpg

   

 

Spełnianie przez osoby wierzące swoich potrzeb duchowych musiało w obliczu pandemii przyjąć nową formę. W marcu ogłoszono dyspensę od uczestnictwa w niedzielnej mszy świętej i zachętę do przyjmowania komunii duchowej. Stopniowe luzowanie obostrzeń w ostatnich tygodniachdopuszcza do udziału w nabożeństwach niewielkie, ale powoli rosnące grupy wiernych. Zalecane jest przyjmowanie komunii na rękę (które na wzór komunii doustnej niektórzy określają jako komunię dołapną).

 

W szczególnych warunkach przygotowywaliśmy się do świąt. Wierni mogli na przykład wziąć udział w rekolekcjach w kwarantannie. Również sakrament pokuty przybrał formy dostosowane o okoliczności i osobliwe niekiedy nazwy: mobilna spowiedź, spowiedź w terenie, a nawet spowiedź drive through. Po naszych ulicach jeździł mobilny konfesjonał. Wróciła też dyskusja o tym, czy możliwa jest spowiedź online lub spowiedź przez telefon.

 

Pojawiły się gorzkie głosy o tym, że w tym roku przeżywaliśmy raczej atrapę Wielkanocy niż prawdziwe święta. Dla wielu była to bez wątpienia Wielkanoc na Skypie. W mediach społecznościowych Episkopat wspierał kolejne akcje: #Palma, #Krzyz, #Swieconka oraz #Wielkanoc. Zachęcano, aby jałmużnę wielkanocną przeznaczyć na walkę z koronawirusem.

 

W sytuacji ograniczenia dostępu do kościołów trudniejsza stała się także sytuacja materialna wielu parafii, stąd liczne i stałe dziś apele o wpłaty na konto. To wsparcie bywa nazywane e-tacą (lub elektroniczną tacą). Na popularności zyskały jednak również ofiaromaty (inaczej daromaty) i elektroniczne skarbony, ustawiane w przedsionku kościoła, pozwalające na składanie darowizn w sposób bezgotówkowy. Ciekawe, czy to rozwiązanie przyjmie się kiedyś na dobre?

 

 

 

 

ŻYCIE TOWARZYSKIE I UCZUCIOWE

  

odc. 17

 

17_Zycie_towarzyskie_i_uczuciowe.jpg

  

 

Odkąd naszym życiem rządzi korona, potrzebę spotykania się z ludźmi musimy zaspokajać inaczej niż do tej pory. Najpierw formą kontaktu ze światem był balkon. Pozwala on na koronarelaks, urządzanie i słuchanie koncertów na żywo, uprawianie sportu, pogaduszki z sąsiadami, a nawet dyskoteki i kino. Właśnie na balkonach odbyła się 7 kwietnia akcja medialna #BrawaDlaWas. Nadzieją wielu jest teraz to, by – jak to ujął premier Włoch – nie spędzić lata na balkonie. Notabene, to właśnie tam powstają już specjalne projekty koronaplaż.

 

Po początkowym okresie nieobycia z technologiami i ogólnej frustracji (jedno chyba nie bez wpływu na drugie) życie towarzyskie rozkwitło także w sieci. Na porządku dziennym są dziś happy hours z rodziną, e-wino z przyjaciółkami, kluby obiadowe ze znajomymi.  Przejaw nowej normalności stanowią koronaimprezy i koronaparty, mało kogo dziwią zaproszenia na urodziny online. Zdarzają się koronarandki. Studenci organizują koronalia. Nocne marki spędzają czas przy grach przesyłanych strumieniowo.

 

Na początku maja sporo się mówiło o koronamajówce – że będzie najsmutniejsza, bo wirtualna. Udało się. W międzyczasie zaczęło się odmrażanie gospodarki i łagodzenie obostrzeń w życiu społecznym, tak więc parki i lasy wypełniły się ludźmi. Wszyscy nałożyli maseczki: jednorazowe lub wielorazowe, produkcji polskiej, personalizowane, designerskie, z herbem czy flagą. Można je bez problemu dostać lub kupić, między innymi w maskodzielniach, maskomatach lub maseczkomatach, a nawet u Pana Maseczki.

 

Młodzi wracają do myśli o ślubie. Ponoć odbyły się już pierwsze e-śluby z transmisją ceremonii wprost z urzędu, projektanci sukien dokładają gratis szykowne maseczki ślubne. Prawnicy tymczasem są już gotowi na… koronarozwody.

 

 

 

 

KORONAZAKUPY

 

odc. 16

 

16_Koronazakupy.jpg 

 

 

Po dwóch miesiącach funkcjonowania w cieniu koronawirusa zdążyliśmy już chyba przywyknąć do specyfiki robienia zakupów: zachowanie bezpiecznej odległości (ktoś to ładnie określił: #lepiejdalej), obowiązkowa dezynfekcja rąk, przykasowe ekrany z pleksi, płatności bezstykowe. Jeszcze do niedawna przed południem obowiązywały też godziny dla seniora. Obecnie, kiedy postępuje odmrażanie (albo inaczej luzowanie) gospodarki, na naszych oczach rodzi się nowa kultura zakupowa.

 

Prawdziwe oblężenie zaczęła przeżywać branża e-commerce (a przy okazji również m-commerce), szczególnie w obszarze e-grocery – czyli zakupów spożywczych online. Duże sieci proponują konsumentom na przykład usługę zamów i odbierz (click and collect), możliwość zakupu gotowych koszyków zakupowych z dostawą do domu, a także – podobnie jak do tej pory jedzenie – zakupy na telefon. Obecna sytuacja korzystnie wpływa też na rynek maszyn vendingowych, w tym lekomatów czy maseczkomatów.

 

Cyfryzacja biznesu jest faktem. Sklepy internetowe i popularne serwisy aukcyjne rosną w siłę.  Wydaje się jednocześnie, że minął już szał na serwisy zakupów grupowych. Polacy coraz bardziej doceniają smart shopping, czyli sprytne albo inteligentne zakupy. Podstawowym narzędziem klientów, którym zależy na najlepszej relacji jakości do ceny, są porównywarki cen oraz serwisy z opiniami klientów. Firmy docenia się za wielokanałowość sprzedaży (omnichannel). Tym między innymi są podyktowane takie podejścia, jak showrooming (klient ogląda produkt w sklepie stacjonarnym, ale kupuje online), webrooming (model odwrotny) czy dropshipping (dostawca sam wysyła towar do klienta, sklep tylko obsługuje transakcję).

 

W całym tym boomie na e-zakupy warto pamiętać o jednym: możliwość popadnięcia w zakupoholizm (czy inaczej kupnoholizm) jest w sieci tak samo realna, a może nawet łatwiejsza, bo od e-sklepów dzieli nas zaledwie klik.

 

 

 

 

ZAWÓD: TELEEDUKATOR

  

odc. 15

 

 

15_Zawod_teleedukator.jpg

 

 

W czasach epidemii do sieci musiała się także przenieść szkoła. Nauczyciele i uczniowie stanęli przed wyzwaniem organizowania e-lekcji. Jak to się odbywa w praktyce? Bardzo różnie. Na pierwszej linii znalazł się oczywiście Librus – portal wspomagający naukę szkolną. Sporo w nim treści multimedialnych, a nastawienie na edukację zinformatyzowaną widać choćby w nazwach zakładek: e-Świadectwa, e-Nauczanie czy e-Biblio… Jest jeszcze jedna ważna platforma z materiałami edukacyjnymi: ministerialna strona epodręczniki.pl. Z kronikarskiego obowiązku powiedzmy też o lekcjach realizowanych przez Telewizję Publiczną, czyli o Szkole z TVP.

 

Jak nauczyciele przekazują uczniom wiedzę na odległość? Wysyłają linki do filmów czy podcastów, dyskutują na wideoczacie, umieszczają materiały w chmurze, wykorzystują komunikatory, tłumaczą zawiłości, organizując webinaria i pisząc na wirtualnej tablicy. Na wagę złota jest tu doświadczenie teletutorów, teleedukatorów, a także wszelkiej maści e-edukatorów, e-doradców, e-mentorów, telenauczycieli, telekorepetytorów, wykładowców telewizyjnych i dydaktyków medialnych. Można przewidywać, że rynek teletutoringu, telekorepetycji i w ogóle e-learningu, który tak rozkwitł w związku z epidemią, istotnie się wzmocni.

 

Do sieci musiały się przenieść nie tylko lekcje „wiedzowe”, lecz także zajęcia praktyczne i ruchowe. Trzyma się dobrze – i to nie tylko w obecnym czasie – e-sport. Co ciekawe, od paru lat w niektórych szkołach są otwierane tak zwane klasy e-sportowe, które łączą w sobie elementy profilu informatycznego z szeroko pojętym rozwojem w dziedzinie sportu elektronicznego i gier. Na tej fali, tym razem już w bezpośredniej reakcji na epidemię koronawirusa, zorganizowano w kwietniu Grarantanna Cup – ogólnopolski turniej e-sportowy i gamingowy.

 

Na koniec wspomnijmy o sympatycznej i pożytecznej akcji społecznej #zdolnizdalni, polegającej na  zbiórce i przekazywaniu potrzebującym rodzinom sprzętu do nauki na odległość. Oby nazwa akcji okazała się dobrą wróżbą na zbliżające się egzaminy…

 

 

 

 

W HOME OFFISIE

 

odc. 14

 

 

14_W_home_offisie.jpg

 

 

Sytuacja epidemiczna sprawiła, że również nasze życie zawodowe musiało się zwirtualizować. Wielu pracodawców przeszło w tryb pracy zdalnej. Co prawda istniała już na rynku telepraca, dopuszczająca wykonywanie obowiązków na odległość i elektroniczne przesyłanie jej efektów, ale z pewnością nie była ona rozpowszechniona na taką skalę.

 

 

Żeby system home office był efektywny, wymaga od pracowników samodyscypliny i dobrej organizacji, a także pewnej elastyczności. Potrzebne są też określone warunki i specjalne narzędzia. Na porządku dziennym zaczęły być połączenia online i kontakt zapośredniczony: telekonferencje, wideorozmowy, live chaty, wspomagane płynnym udostępnianiem ekranu. Można zorganizować cały system wirtualnego biura, do którego niezbędne są zdalny obieg dokumentów lub praca na dokumentach współdzielonych, a także zapisywanie jej efektów w chmurze. Ciekawym rozwiązaniem jest również zdalny pulpit – wirtualny dostęp do zawartości komputera, który pozostał w biurze. Nie można przy tym zapominać o zabezpieczeniach technicznych, w tym o szyfrowaniu połączeń. Pracę zdalną ułatwiają specjalne metody, na przykład technika pomodoro lub metoda kanban, znana też jako grzejnik informacyjny.

 

 

Jak się w tym odnajdujemy? Problemów raczej nie mają przedstawiciele pokolenia X (z roczników 1965–1979), oraz przede wszystkim pokolenia Y (1980–1989). Tych ostatnich zalicza się do grupy millenialsów, do której należy także pokolenie Z (lub inaczej pokolenie C) – generacja cyfrowych tubylców, urodzonych już w erze internetu, nawykłych do wielozadaniowości (czyli multitaskingu). Bardzo możliwe natomiast, że nowe zwyczaje mniej spodobają się osobom w wieku 50+, czyli pokoleniu baby boomers albo cyfrowym imigrantom. Tej srebrnej generacji najsilniej może też dotykać problem wykluczenia cyfrowego.

 

Czas, z którym się obecnie mierzymy, to dla pracowników i pracodawców nie tylko spore wyzwanie organizacyjne. To również dobry sprawdzian, na ile odnajdujemy się w świecie e-pracy i co z tego społecznego eksperymentu zostanie nam po pandemii. Ciekawe jest również to, czy o ludziach tego czasu będzie się kiedyś mówiło jako o pokoleniu korony.

 

 

 

 

PATOTREŚCI

 

odc. 13

 

 

13_Patotresci.jpg

 

 

Jednym ze skutków – jak to już wielokrotnie w historii bywało – obecnej sytuacji wyjątkowej jest nadprodukcja fake newsów. Od kilku miesięcy za epidemią koronawirusa próbują nadążyć cyberprzestępcy i producenci fałszywych informacji. Mnożące się teorie spiskowe mają na celu wywołanie strachu, grę na emocjach i chaos informacyjny. W sieci tworzy się swoisty mirrorworld – nierzeczywiste odbicie rzeczywistości. Na towarzyszący epidemii wysyp patotreści już w lutym tego roku zwrócił uwagę szef WHO, a całe to niebezpieczne zjawisko określił mianem infodemii. Jeden z wpływowych polityków europejskich stwierdził z kolei, że dezinformacja jest igraniem z ludzkim życiem.

 

Rzeczywiście: propaganda strachu się rozkręca. Z jednej strony wskazuje się tu na udział wielkich mocarstw, szukających winnych całej tej sytuacji, uprawiających swoiste zarządzanie społecznym strachem oraz socjotechnikę lęku. W tym nurcie oprócz z pozoru łagodnie brzmiącego chińskiego wirusa używa się na przykład metafory chińskiego Czarnobyla. Nie próżnują internetowe trolle i boty, a do produkcji tego kontentu wykorzystuje się nawet sztuczną inteligencję, odpowiedzialną za generowanie trudnych do zweryfikowania deepfake’ów. Z drugiej strony kwitnie okołonauka, czy wręcz antynauka. Pojawiają się głosy o tym, że mamy do czynienia z fałszywą pandemią, czyli że jest to po prostu globalny humbug, i że zachowanie naukowców wobec koronawirusa przypomina średniowieczną uczoną niewiedzę (docta ignorantia).

 

Walczyć z tymi zjawiskami mają w pewien sposób programy telewizyjne i radiowe typu „Koronawirus poradnik”, „Koronawirus raport” czy „Uwaga! Koronawirus” (zauważmy, że nazwy te przeważnie mają nowoczesną, odwróconą – wzorowaną na angielskiej – składnię). Z kolei formą oddolnej reakcji na fałszywki  i łańcuszki – a więc mówiąc wprost: na całą tę korona(ś)wirusową propagandę – jest działalność fact checkerów (a nawet fakt checkowni), którzy prowadzą research sieci i pracowicie tropią grandę.

  

  

 

 

E-ŻYCIE

  

odc. 12

 

 

12_E_zycie.jpg

  

 

Epidemia koronawirusa sprawiła, że półtora miesiąca temu musieliśmy wszyscy przenieść swoje codzienne funkcjonowanie w realu do świata wirtualnego. Nieomal z dnia na dzień urzędy, biura i firmy, szkoły i uczelnie stanęły przed koniecznością przestawienia się na pracę zdalną. Cyberspołeczeństwo stanęło przed dziejowym egzaminem.

  

Krzepiące jest to, że w tym wielkim społecznym eksperymencie wiele spraw codziennego życia się zwirtualizowało i pewnie w takiej formie już one pozostaną. Niespodziewanie koronawirus wsparł rządową kampanię „e-Polak potrafi!” i nawet seniorom chcącym dzisiaj pozostać w kontakcie z bliskimi nieobce się stały smartfon czy komputer. Okazało się, że nie trzeba się bać e-urzędu ani rozmaitych e-usług. Jeszcze więcej osób przekona się zapewne do profilu zaufanego oraz e-dowodu w miejsce dowodu osobistego, elektronicznych wniosków, które zatwierdzamy podpisem elektronicznym. Kolejny rok z rzędu wyślemy też swój e-PIT. Wciąż trochę dziwnie jednakowoż możemy się czuć podczas e-wizyt lekarskich…

 

Wydaje się, że w ogólnym rozrachunku życie społeczne i gospodarcze rozwijane w formule online powinno na pandemii zyskać. Nie ulega za to wątpliwości, że na dłuższą metę – jak to ktoś ładnie napisał – nie wystarczą nam e-dotyk, e-uśmiech, e-rozmowa, czyli całe to bycie netizenami. Młodzi ludzie docenią zaś chyba szkołę z jej rzeczywistymi obowiązkami, a nade wszystko – z prawdziwymi spotkaniami, relacjami i interakcjami, których odpowiedniki w wirtualu nie są w stanie zastąpić. Między e-mocjami i emocjami chyba nigdy nie postawimy znaku równości.

 

 

 

 

ZOSTAŃ W DOMU

 

odc. 11

 

 

11_zostanwdomu.jpg

 

 

Media społecznościowe to w czasach kwarantanny sposób na kontakt z ludźmi, którzy są nam bliscy. Tam właśnie – na Facebooku, Instagramie czy Twitterze – wypracował się swoisty system komunikowania się: rządzą hasztagi, inaczej kratki albo znaczniki. Przyglądając się temu, jakie hasztagi zrodził koronawirus (poza typowymi już #Covid_19 oraz #coronavirus), zaskakująco wiele możemy powiedzieć o naszych działaniach, nowych zwyczajach i towarzyszących im emocjach.

 

Zgodni co do słuszności izolacji są nie tylko przedstawiciele władzy, lecz także obywatele, dlatego nikt nie dyskutuje ze sztandarowym dziś hasłem #zostańwdomu (w wersji międzynarodowej: #stayathome). Twórczym rozwinięciem tego hasztagu jest wersja: #badzjakkevinzostanwdomu, a także bardziej dosadne… #siedznadupie. Mamy też zgrabną odpowiedź na tę szeroką akcję: #siedzęwdomu, z kolei publiczna telewizja namawia: #badzmyrazemwdomu.

 

Warte odnotowania są zachęty do społecznej solidarności z osobami starszymi: #zadzwondodziadków, a także gesty wdzięczności wobec personelu medycznego: #posiłekdlalekarzy czy #gastropomaga. Inicjatywą samych lekarzy jest tymczasem apel #nieklammedyka, zwracający uwagę na niebezpieczne skutki ukrywania przez pacjentów prawdy o swoim stanie zdrowia czy kontakcie z innymi chorymi. Można to wszystko podsumować całkiem prosto: #odpowiedzialnypolak.

 

A nasze codzienne nawyki? Komentarzem do nich są chociażby hasztagi: #elbump, któryzamiast uścisku dłoni promuje witanie się łokciami, a także #czysteręce (lub #cleanhands), który zachęca do mycia rąk częstszego niż do tej pory. Wymownym milczeniem należałoby zaś zbyć #coronaviruschallenge, czyli prowokacyjnie niemądre wyzwanie, którego uczestnicy liżą przedmioty potencjalnie zakażone wirusem.

 

Bardzo optymistyczne są za to treści opatrywane hasztagiem #popandemii. Tak internauci dzielą się pomysłami na to, co zrobią, kiedy trudne warunki kwarantanny wreszcie się skończą. 

 

 

 

  

SPOŁECZNA KWARANTANNA

  

odc. 10

 

 

10_Spoleczna_kwarantanna.jpg

 

 

Na początku marca tego roku ryzyko epidemii koronawirusa stało się tak duże, że władze zarządziły stan społecznej kwarantanny, polegający na tym, żeby unikać skupisk ludzkich. Miał to być – jak to ujął minister zdrowia – przejaw społecznej odpowiedzialności za zdrowie swoje i innych. W tym celu zalecana jest dobrowolna samoizolacja. Niektórzy, zwracając uwagę na jednoczący aspekt tego doświadczenia, mówią o narodowej kwarantannie, a internauci przerzucają się wdzięcznym określeniem korontanna. Tych, których objęła faktyczna obowiązkowa izolacja po powrocie z zagranicy czy po kontakcie z chorą osobą, wspomaga od jakiegoś czasu aplikacja „Domowa kwarantanna”. Szczególnym rodzajem kwarantanny jest skoszarowanie pracowników na terenie zakładu pracy.

 

Wszystko to ma służyć spłaszczeniu krzywej zachorowań (jako że duży, szybki i gwałtowny wzrost ciężkich przypadków to wysoka stroma krzywa). Udaje się to na przykład w Czechach, gdzie testowany jest system inteligentnej kwarantanny. Odwzorowuje się w nim mapę poruszania się osoby zakażonej na podstawie danych z pięciu ostatnich dni, dostarczanych przez operatorów sieci komórkowych i przez banki.

 

W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach europejskich, stosujemy strategię społecznego dystansowania – bodaj najczęstszy przykład strategii tłumienia. Ów dystans fizyczny lub dystans społeczny polega na zachowywaniu stosownej odległości (2 metry) od innych ludzi, kiedy robimy zakupy albo przemieszczamy się komunikacją zbiorową. Z kolei szwedzkim sposobem na koronawirusa jest strategia łagodzenia – na przykład przez nabycie odporności stadnej (a dokładniej: zbiorowiskowej), czyli działanie metodą naturalnych zakażeń.

 

Tymczasem już w społeczeństwie mamy przejawy kwarantannowego buntu. I jak nigdy dotychczas możemy się przekonać, jaką każdy z nas ma sieć społeczną – ile źródeł wsparcia mamy w swoim otoczeniu.

 

 

 

 

SYTUACJA JEST DYNAMICZNA

  

odc. 9

 

 

09_Sytuacja_jest_dynamiczna.jpg

 

 

Od ponad miesiąca możemy regularnie śledzić w mediach to, co się dzieje na froncie walki z epidemią koronawirusa. Dzieje się sporo, bo… sytuacja jest dynamiczna! Te słowa słyszymy z ust polityków, lekarzy, dziennikarzy, choć można odnieść wrażenie, że były one lejtmotywem raczej pierwszych tygodni społecznej czy też narodowej kwarantanny. Wtedy jeszcze chyba nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z tego, w jakim kierunku to wszystko się potoczy. Sytuacja była wówczas zdaniem decydentów nowa, bezprecedensowa, trudna do przewidzenia i ekstraordynaryjna, a przez to właśnie – rozwojowa.

 

Ze szpitali, z przejść granicznych, od nauczycieli zaczęły docierać sygnały o tym, że sytuacja jest niepokojąca, niepewna, ciężka, groźna, poważna, zła. Rząd podjął więc szereg decyzji i działań, w tym wiele na mocy specustawy. Z kolei teraz w debacie publicznej dominuje temat kończącej się kadencji prezydenta i utrudnionej kampanii wyborczej, czyli jak chcą niektórzy – koronakampanii i koronawyborów. Wiele wskazuje na to, że czeka nas głosowanie korespondencyjne (wybory kopertowe). Tymczasem w świecie ruszyła machina propagandowa: Amerykanie suflują narrację o chińskim wirusie, a Chiny? Już to obwiniają za epidemię Włochów, już to oddają się dyplomacji medycznej czy też dyplomacji wdzięczności.

 

Choć ten obraz nie rysuje się w najjaśniejszych barwach, to i tak mamy poczucie, że inne nacje, zwłaszcza te z południa Europy, zmagają się z o wiele większymi wyzwaniami. Tam sytuacja wciąż jest krytyczna, przerażająca, dramatyczna, a nawet katastrofalna. I już teraz wiadomo, że minie jeszcze sporo czasu, zanim z ulgą stwierdzimy, że jest opanowana i stabilna

 

 

 


SANEPID

  

odc. 8

 

 

08_Sanepid.jpg

 

  

Dopiero w sytuacjach kryzysowych widać z całą wyrazistością, do czego są potrzebne służby. W tym przypadku epidemii koronawirusa trzeba nam docenić obecność i działania Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz zwierzchniego względem niej Głównego Inspektora Sanitarnego (wraz z Głównym Inspektoratem Sanitarnym). To stąd płyną do nas sprawdzone informacje, zalecenia i wytyczne, tu są opracowywane procedury i tu się zapewnia kontrolę ich przestrzegania. Popularny sanepid koordynuje też między innymi kwarantannę społeczną.

 

W terenie działają państwowi inspektorzy sanitarni, a pod ich kierunkiem w każdym województwie, powiecie i na obszarze granicznym (przejścia, porty lotnicze i morskie) – stacje sanitarno-epidemiologiczne. Mają one status prawny podmiotów leczniczych działających w formie zakładu opieki zdrowotnej. Pracownicy sanepidu czuwają nad tym, aby właściwe osoby – co wiadomo na podstawie wywiadu epidemiologicznego – były poddane stosownym formom kontroli czy też ochrony: izolacji (dotyczy osób chorych), kwarantannie (obejmuje osoby zdrowe z podejrzeniem zakażenia) lub nadzorowi epidemiologicznemu (odnosi się do osób zdrowych).

 

Warto jeszcze wspomnieć o wojskowych ośrodkach medycyny prewencyjnej, w ramach których działają sekcje dezaktywacyjno-dekontaminacyjne. Zajmują się one między innymi likwidacją ognisk epidemicznych w rejonie swojej odpowiedzialności.

 

Sanepid gromadzi dane epidemiologiczne dotyczące niektórych chorób. W ich charakterystyce posługuje się takimi wskaźnikami, jak chorobowość (dotyczy istniejących przypadków chorób) i zachorowalność (inaczej zapadalność – odnosi się do nowych przypadków zachorowań), a także umieralność (określa liczbę zgonów z powodu określonej choroby) oraz śmiertelność (wskazuje na odsetek zgonów). W odniesieniu do mediów, zwłaszcza nowych, używa się czasem zbliżonej tematycznie metafory rozprzestrzenialności, określanej też jako wiralność lub szerowalność.

 

 

 

 

SZCZYT ZACHOROWAŃ

 

odc. 7

 

 

07_Szczyt_zachorowan

 

 

To już prawie miesiąc: 11 marca WHO ogłosiła stan pandemii koronawirusa, czyli szósty stopień zagrożenia chorobowego. Sześciostopniowa skala WHO jest systemem informowania świata o zagrożeniu wybuchem pandemii i pozwala krajom lepiej się na nią przygotować. Trzy fazy poprzedzające szósty stopień stanowią okres zagrożenia.

 

W XXI wieku globalnie odnotowano kilka epidemii: SARS w latach 2002–2003, ptasiej grypy (inaczej influenzy ptaków) w latach 2003–2006 oraz świńskiej grypy (nazywanej też nową grypą, a niekiedy także grypą meksykańską lub północnoamerykańską) w latach 2009–2010. Za tę ostatnią odpowiadał wirus A/H1N1, który w latach 1918–1919 wywołał pandemię grypy, znanej powszechnie jako grypa hiszpańska (czy po prostu hiszpanka). Zachorowała na nią jedna trzecia populacji świata – 500 milionów ludzi.

 

Choćby po tym widać, jak niebezpieczną chorobą, bo niosącą z sobą wiele powikłań, jest grypa. Jej epidemie i pandemie występują od XVI wieku; w ostatnich stu latach miały miejsce sześciokrotnie (m.in. grypa azjatycka w 1957 roku, grypa hongkong w 1968 roku). Mówi się też niekiedy o supergrypie – takiej, która bardzo szybko się rozprzestrzenia i jest odporna na leczenie. Najskuteczniejsze zaś przeciw grypie są szczepienia ochronne. Niezależnie od niekończących się dyskusji szczepionkowców z antyszczepionkowcami podkreślmy jednak, że dla pełnej skuteczności tej terapii należy brać pod uwagę wskazania WHO, które linie wirusa będą powodować zachorowania w następnym sezonie grypowym.

 

A co tu i teraz z koronawirusem? Szczyt zachorowań  – przestrzegają władze. Przypomnijmy, że 12 marca wprowadzono stan zagrożenia epidemicznego, przekształcony 20 marca w stan epidemii. Przewiduje on między innymi liczne ograniczenia społeczne i handlowe, a także możliwość tworzenia tak zwanych stref zero i stref buforowych. Co będzie dalej? W konstytucyjnym katalogu stanów nadzwyczajnych mamy stan wojenny, stan wyjątkowy  i stan klęski żywiołowej. Obyśmy jednak nie musieli iść tą drogą…

 

 

 

 

ŚRODKI ANTYSEPTYCZNE

 

odc. 6

 

 

06_srodki_antyseptyczne

 

 

Służba zdrowia w czasach zarazy to armia bohaterów. Metafor militarnych można wskazać więcej. Wśród ratowników na pierwszej linii działa na przykład zwiad medyczny, który przeprowadza wstępną ocenę pacjenta. Odpowiednie skojarzenia wywołuje też przyłbica, którą ostatnio zaczęto nawet produkować metodą druku 3D.

 

Przyjrzyjmy się bliżej barierom ochronnym, konkretnie zaś środkom ochrony osobistej personelu. Tak zwany drugi poziom zabezpieczenia indywidualnego obejmuje: fartuch barierowypółmaskę (lub maskętwarzową z filtrem, gogle rękawice nitrylowe. Zaleca się jednak także używanie lekkich kombinezonów ochrony biologicznej jednorazowego użytku z kapturem. W transporcie pacjentów podejrzanych o COVID-19 nie trzeba wykorzystywać komór izolacyjno-transportowych. Jeśli jednak karetką odbywał się tak zwany „brudny” transport, ratownicy powinni skorzystać z przyszpitalnego namiotu dekontaminacyjnego, w którym mogą w odpowiednich warunkach zmienić ubiór.

 

Generalnie rzecz biorąc, dekontaminacja polega na usuwaniu i unieszkodliwianiu substancji potencjalnie niebezpiecznych dla zdrowia. Aby to osiągnąć, stosuje się dezynfekcję (inaczej odkażanie) oraz sterylizację (wyjaławianie) narzędzi i materiałów opatrunkowych, a także sanityzację (oczyszczanie powierzchni i pomieszczeń). Dekontaminację skóry wykonamy, myjąc ciało wodą z mydłem. Z kolei metodami dekontaminacji ambulansu są na przykład ozonowanie oraz fumigacja (inaczej odmgławianie). Na marginesie można wymienić jeszcze – nieinteresujące nas bezpośrednio – dezynsekcję (usunięcie robaków i owadów) oraz deratyzację (pozbycie się szkodliwych gryzoni: myszy i szczurów).

 

Te wszystkie środki i działania służą zachowaniu reżimu sanitarnego. Częściej chyba wykorzystuje się do tego środki antyseptyczne niż aseptyczne. Te pierwsze prowadzą do zniszczenia zarazków na skórze i błonach śluzowych, na przykład przez odkażanie. Celem tych drugich jest zapobieganie zakażeniom przez niedopuszczanie drobnoustrojów.

 

 

 

 

SUPERNOSICIEL

 

odc. 5

 

 

05_supernosiciel 

 

 

Zanim na dobre skoncentrujemy się na człowieku i etapach jego styczności z wirusem, wyjaśnijmy pojęcia, którymi przerzucają się na równi eksperci i laicy. Czy jest różnica między zarażeniem a zakażeniem? Owszem! Zarazić się możemy od kogoś, po czym w naszym organizmie dochodzi do zakażenia (inaczej infekcji). Stąd też rozróżnienie na zaraźliwość i zakaźność wirusa (z nimi wiążą się takie współczynniki, jak zapadalność, chorobowość i umieralność – o nich jednak innym razem).

 

A jak to się dzieje, że obywatel staje się covidowcem? Całe zamieszanie zaczyna się od pacjenta zero, po czym – zależnie od współczynnika reprodukcji – wirus wolniej lub szybciej rozprzestrzenia się wśród ludzi. Zaczynają działać procedury. Wiele osób, które jeszcze nie wykazują objawów, ale już mogą być nosicielami wirusa (a niekiedy nawet supernosicielami – jeśli zarażają szczególnie mocno i wyjątkowo wielu ludzi), zostaje objętych izolacją (indywidualnie) lub kohortacją (grupowo). Taką kwarantannę odbywa się w domu lub w izolatorium. Jeśli wystąpią konkretne objawy, pacjent staje się podejrzany i trafia do placówki medycznej. Może to być jednoimienny szpital zakaźny lub ewentualnie szpital zastępczy, zorganizowany na przykład w sali gimnastycznej.

Wstępne diagnozowanie osób podejrzanych o zakażenie – zgodnie z regułami triażu, czyli segregacji pacjentów – odbywa się najpierw przez telefon, a potem w specjalnym namiocie, nazywanym także śluzą. Tam pobierana jest próbka do badań – z niej wykonuje się test molekularny (inaczej genetyczny, techniką NAAT). Wspomagająco można przeprowadzić test immunologiczny (serologiczny) – z krwi. Nie są natomiast polecane szybkie testy przesiewowe. Chorobę można przebyć w domu lub konieczna jest hospitalizacja. Wszystko kończy się szczęśliwie, jeśli pacjent przestaje wykazywać objawy, a wynik testu jest negatywny. Powiększa się wówczas grono ozdrowieńców. Oby ich było jak najwięcej! 

 

 

 

 

GŁÓD TLENOWY

 

odc. 4

 

 

04_Glod_tlenowy

 

 

Koronawirus, którego rozprzestrzenianie w świecie zaczęło się pod koniec 2019 roku w chińskim mieście Wuhan, otrzymał nazwę SARS-CoV-2. Rozszyfrujmy to określenie. Angielski akronim SARS tłumaczy się jako zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej – rodzaj nietypowego zapalenia płuc. Element CoV wskazuje, że mamy do czynienia z wirusem z rodziny Coronaviridae. Liczba 2 odróżnia go od spokrewnionego z nim wirusa SARS-CoV, odpowiedzialnego za pandemię z lat 2002–2003. Wirus SARS-CoV-2 ma w porównaniu z poprzednikiem mniejszą wirulentność (inaczej zjadliwość), czyli zdolność do wnikania, namnażania się i uszkadzania tkanek zakażonego organizmu, oraz znacznie niższe wskaźniki śmiertelności, jest za to dużo bardziej zakaźny. Może też powodować w organizmie nadmierną odpowiedź immunologiczną (lub odpornościową).

 

Koronawirus wywołuje ostrą chorobę układu oddechowego o nazwie COVID-19. Objawia się ona gorączką, suchym kaszlem, zmęczeniem i płytkim oddechem. Pacjent może się skarżyć także na ból głowy, gardła i mięśni, produktywny (czyli mokry) kaszel, krwioplucie. Niekiedy pojawia się objaw neurologiczny – splątanie (inaczej amencja), czyli rodzaj zaburzenia świadomości: chory wydaje się całkowicie przytomny, ale jego myślenie i mowa są chaotyczne i nieadekwatne do rzeczywistości.

 

W ostrym przebiegu chorobie towarzyszą duszności, brak tchu i głód tlenowy (niedobór tlenu w tkankach, inaczej hipoksja). Tak zwany pełnoobjawowy zespół chorobowy COVID-19 obejmuje ponadto ciężkie śródmiąższowe zapalenie płuc, zespół ostrej niewydolności oddechowej (dawniej określany jako mokre płuco lub płuco wstrząsowe). W organizmie następuje uogólniona reakcja zapalna oraz niewydolność wielonarządowa, wymagająca użycia wentylacji mechanicznej (czyli na przykład respiratora). Jeśli chory na COVID-19 cierpi na choroby współistniejące, zachodzi niestety duże ryzyko śmierci.

  

 

 

 

DROGĄ KROPELKOWĄ

 

odc. 3

 

 

03_Droga_kropelkowa

 

 

Niewinne, a może nawet nieco figlarne określenie: droga kropelkowa (albo powietrzno-kropelkowa) to w przypadku wirusa, z którego epidemią się dziś zmagamy, wielkie źródło ryzyka. Tak właśnie przebiega transmisja, czyli przemieszczanie się niebezpiecznych cząstek. Wrotami zakażenia dla SARS-CoV-2 są błony śluzowe naszego układu oddechowego, a także spojówki i jama ustna. My, ludzie, jesteśmy dla patogenu doskonałymi gospodarzami i żywicielami; kiedy wniknie do nabłonka, może się wtedy swobodnie namnażać.

 

W komórkach zachodzi shedding, czyli złuszczanie się zakażonego nabłonka – dzięki temu wirus wydostaje się na zewnątrz i przenosi na innych, kiedy kichniemy czy zakaszlemy, a nawet kiedy oddychamy i mówimy. Rozsiewać wirusa możemy więc nieświadomie, i to nawet wcześniej, niż zaobserwujemy u siebie objawy choroby. Nie jest zatem przesadą zalecany dystans, nawet do 1,5 metra. Wirusy lubią się też osadzać, najchętniej na gładkich powierzchniach: klamkach, banknotach, klawiaturze. No i oczywiście – lądują na rękach! Stąd kolejna żelazna zasada: nie dotykajmy ust ani oczu oraz często myjmy ręce ciepłą wodą i mydłem. Unikniemy zakażenia drogą kontaktową.

 

Eksperci zwracają uwagę, że wirus może trafić do naszego organizmu także drogą aerozolową, inaczej inhalacyjną lub powietrzno-pyłową. Może do niej dojść wówczas, gdy wdychamy powietrze w pomieszczeniu, w którym wcześniej przebywała chora osoba (np. w windzie). Ryzyko infekcji jest tym większe, im dłuższy jest czas ekspozycji oraz im więcej jest wirusów w danym miejscu. Zachowajmy więc ostrożność w zamkniętych pomieszczeniach, zwłaszcza takich, w których działa klimatyzacja.

 

  

 

  

ZŁAPAĆ BAKCYLA

 

odc. 2

 

 

02_Zlapac_bakcyla 

 

 

Wirusy nie są nam obce. Dla rodziców zmorą są rotawirusy, od których maluch ma biegunkę i wymioty. Wszyscy łapiemy też czasem infekcje wirusowe. Anginę na przykład mogą wywoływać rynowirusy, adenowirusy lub... koronawirusy.

 

Tym, co spędza dziś sen z powiek władzom wielu państw świata, jest – jak mówimy – epidemia koronawirusa. W rzeczywistości winny całemu zamieszaniu jest konkretny typ wirusa, nowo rozpoznany, o nazwie SARS-CoV-2. Należy on do rodziny koronawirusów, podobnie jak SARS-CoV, wywołujący zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej, sprawca epidemii z początku XXI wieku, a także MERS-CoV, odpowiedzialny za bliskowschodni zespół oddechowy, ciężką chorobę rozpoznaną w 2012 roku. Wirus, z którym się obecnie mierzymy, wywołuje chorobę COVID-19.

 

W postscriptum dodajmy, że wirusy – podobnie jak bakterie, grzyby i pasożyty – możemy nazywać zarazkami lub patogenami (kiedyś także używano określenia bakcyle), czyli po prostu czynnikami chorobotwórczymi. Nie powiemy jednak, że są to drobnoustroje (inaczej mikroorganizmy lub mikroby), bo wirusy, w przeciwieństwie chociażby do bakterii, organizmami nie są. To cząstki zbudowane z białek i kwasów nukleinowych, infekujące żywe komórki. Bakcyle natomiast pozostały dziś tylko w metaforycznym zwrocie połknąć (albo złapać) bakcyla, czyli ‘bardzo się czymś zainteresować’.

 

 

 

 

MOROWE POWIETRZE

 

odc. 1

 

 

01_Morowe_powietrze 

 

 

„W sławnym mieście […] wybuchła zaraza morowa, sprowadzona wpływem ciał niebieskich albo też Bogiem zesłana […]. Mór zaczął się na kilka lat przedtem na Wschodzie i spowodował tam wielkie spustoszenia. Powoli, z miejsca na miejsce się przenosząc, zaraza do krajów zachodnich dotarła. Zapobieżenia ludzkie na nic się wobec niej zdały”. Brzmi znajomo? Tak się zaczyna Dekameron Boccaccia, historia z roku 1348, kiedy we Florencji szalała pandemia dżumy, największa w dziejach.

 

Na przestrzeni wieków takie sytuacje nie należały do rzadkości, również w Polsce. Stąd liczne określenia epidemii: oprócz zarazy i moru były jeszcze czarna śmierć, morowe powietrze, a nawet (trujące) miazmaty, czyli właśnie ‘niezdrowe powietrze’. Zwłaszcza te dwie ostatnie nazwy wskazywały na źródło niebezpieczeństwa – kontakt bezpośredni. Widać to było także w określeniu człowieka chorego, o którym się mówiło: zapowietrzony.

 

W Suplikacjach, tradycyjnej modlitwie pobożnego ludu, powtarzamy słowa: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny, zachowaj nas, Panie”. Oto powietrze – wspólne i naturalne dla nas wszystkich, czynnik niezbędny do życia – jest pierwsze wśród zagrożeń, których boimy się najbardziej. Nic dziwnego: również dziś przekonujemy się dotkliwie, jak trudno walczyć z zarazą.

 

 

 

 


Magdalena Wanot-Miśtura

publikacja: 31.03.2020, 18.00, ostatnia aktualizacja: 26.05.2020, 14.48


facebook